Podatek od brody? Poznaj najdziwniejsze akcyzy świata

Niedawno do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie trafił pozew czterech turystów, zdaniem których z powodu smogu nad Zakopanem niesłusznie pobrano od nich opłatę klimatyczną (2 zł dziennie). Mimo iż z powodu zanieczyszczonej atmosfery z pobierania tej daniny zrezygnowały niedawno władze Krakowa, prezydent zasnutego dymami Wrocławia zamierza ją dopiero u siebie wprowadzić.

Turyści odwiedzają Pieniny. Wstęp do Pienińskiego Parku Narodowego jest wprawdzie darmowy, ale by wspiąć się na Trzy Korony lub Sokolicę trzeba zapłacić myto (5 zł).

Bardzo kontrowersyjny jest również abonament radiowo-telewizyjny, który każdy posiadacz odbiornika musi płacić, bez względu na to czy z mediów publicznych w ogóle korzysta. Innym dziwolągiem jest opłata reprograficzna (ma zrekompensować straty twórców z powodu naruszania praw autorskich) wliczana nie tylko w cenę kserokopiarek i nośników pamięci (np. płyty cd), ale również smartfonów i tabletów. Coraz więcej emocji wzbudza wprowadzany od kilku lat przez gminy podatek od deszczówki, spływającej z dachu do kanalizacji. Opłata ta wynosi w różnych miastach od kilkunastu groszy do około złotówki miesięcznie za metr kwadratowy powierzchni dachu, co w skali roku daje koszt nawet kilkudziesięciu złotych.

Akcyza od moczu, mydła i peruk

Podatki są stare jak świat i można było je spotkać w każdym miejscu na ziemi. Żyjący w czasach Chrystusa cesarz rzymski Wespazjan opodatkował urynę pochodzącą z publicznych szaletów (to on jest autorem maksymy „pecunia non olet” – pieniądze nie śmierdzą). Dziś nie pamiętamy, że ludzki mocz w starożytności był wykorzystywany przez garbarnie i miał sporą rynkową wartość. Jednak wiele podatków było efektem fanaberii różnych władców. Jedną z nich niewątpliwie był podatek od brody, który w 1705 roku wprowadził car Piotr I Wielki. W ten sposób chciał zmusić poddanych, by zgodnie z zachodnią modą je zgolili. W niespełna 90 lat później brytyjskie władze w walnym stopniu przyczyniły się do wyrugowania peruk. Wyszły z mody, gdy ówczesny fiskus wprowadził drakoński podatek na perfumowany puder, niezbędny do ich bieżącej konserwacji.

Nakładano podatki, podobne do dzisiejszej akcyzy, na inne znamiona luksusu, np. świece i kapelusze. W siedemnastowiecznej Anglii były nimi też domowe kominki, a nawet liczba okien (szybko z tego pomysłu zrezygnowano, bo mniej zamożni je zamurowali przez co pogorszyły się warunki higieniczne). Mało kto dziś pamięta, że od średniowiecza do połowy XIX wieku w brytyjskim imperium obowiązywała akcyza za mydło.

Danina od słońca i cienia

Współczesne sposoby drenowania kieszeni podatników bywają równie absurdalne, jak te wymyślane w  dalekiej przeszłości. Znakomity dowód dali temu Grecy. Głośno było o podatku od posiadania basenu (800 euro rocznie). Z Włoch pochodzi „Delirium tax” - właściciele sklepów i lokali usługowych w Bolonii muszą płacić podatek od każdej informacji wywieszonej na witrynie. Absurd polega na tym, że uznano, iż wszystko, co widnieje w szybie, można potraktować jako reklamę i należy rozliczyć się z tego z fiskusem. Podatkiem więc objęto menu w oknach restauracji, a nawet wywieszki z informacją o godzinach otwarcia albo znak, że w środku można płacić kartą.

Od ponad 20 lat z dziwolągiem podatkowym zmagają się weneccy restauratorzy. Władze miasta pobierają podatek od cienia. Część przedsiębiorców markizy i parasole zdemontowała, ale większość daninę pokornie płaci. Są kraje, gdzie postąpiono odwrotnie – płacić nie trzeba za cień, lecz za prażące słońce, tak jest np. na hiszpańskich Balearach. Turysta spędzający wczasy na Majorce płaci na słoneczną aurę 1 euro dziennie - w ten sposób władze zbierają pieniądze na sprzątanie plaż.

W Polsce dużo mówi się o konieczności opodatkowania turystów, którzy nazbyt często ulegają wypadkom w Tatrach. Austriacy już dawno poradzili sobie z tym problemem - policzyli roczne koszty leczenia złamanych zimą kończyn, które obecnie pokrywane są częściowo z dodatkowych opłat pobieranych od turystów zatrzymujących się w alpejskich pensjonatach.

W niektórych krajach specjalne podatki mają chronić klimat przed globalnym ociepleniem. By zredukować emisję dwutlenku węgla do atmosfery, władze liczącej 3,5 mln mieszkańców Walonii (Belgia) pobierają od 2007 roku po 20 euro za prawo do grillowania. Niespełna rok później w malutkiej Estonii podobnym proekologicznym podatkiem obłożono hodowców krów, bo akurat te zwierzęta  produkują w tym kraju gazów cieplarnianych relatywnie dużo. Do krajów wykorzystujących ekologię jako pretekst do podnoszenia podatków zaliczają się Chiny. Tam dla ratowania lasów obłożono podatkiem (5 proc.) sprzedaż drewnianych jednorazowych pałeczek służących do jedzenia zamiast sztućców. Chińczycy policzyli, że z ich powodu każdego roku idzie pod topór 25 mln drzew.

Amerykańskie podatki od tatuaży i strzał do łuków

USA to kraj bardzo liberalny, a poszczególne stany cieszą się sporą autonomią w ustalaniu lokalnych podatków, niekiedy bardzo dziwnych. Arkansas nałożył podatek (6 proc.) na tatuaże i kolczykowanie ciała, 10 proc. od obrotu w Utah płacą bary ze striptizem. Dodatkowe daniny pobierane są również m.in. od podróży balonem na ogrzane powietrze (Kansas), ale tylko gdy nie jest on na uwięzi. W Iowa sprzedaż dyń jest zwolniona z podatku, ale tylko tych przeznaczonych do spożycia, te rzeźbione z przeznaczeniem na Halloween mają już podatek wliczony w cenę. Niektórzy gubernatorzy wspierają ekologię, z tego powodu w stanie Kolorado płaci się mniejszy podatek za kawę w jednorazowym kubku bez pokrywki, a nieco wyższy za identyczny napój w kubku z pokrywką (bo nie jest niezbędna).  Na celowniku stanowego fiskusa coraz częściej znajduje się niezdrowa żywność, dlatego w Chicago woda gazowana jest obciążona większym podatkiem niż stołowa.

Na koniec absurdalny podatek na poziome federalnym.  Od 2012 roku we wszystkich stanach obowiązuje zwiększona akcyza na strzały do łuków. Miłośnicy łucznictwa płacą po 46 centów podatku za każdą strzałę o długości co najmniej 18 cali.

A jakie jest Wasze zdanie? Jakie fanaberie opodatkowalibyście wysoko, a co zwolnilibyście z podatku zupełnie? (Odpowiedzi w komentarzach).

 

Źródło zdjęcia: fotolia.com

Komentarze
mckmalek Nowy w branży
‎08-02-2016 13:02
Taka ciekawostka - do 1913 roku CAŁE amerykańskie prawo podatkowe mieściło się na 23 stronach maszynopisu. Obecnie przy próbie jego wydania policzono, ze zajęłoby ponad 20 000 stron. Z 500 największych firm w Stanach, ponad 50% nie płaci podatków w ogóle, korzystając z najrozmaitszych ulg i zwolnień. Niektóre pobierają nawet zwroty podatków. W Nowym Jorku, światowej stolicy bajgli, bajgiel przekrojony, jest obciążony innym, wyższym podatkiem niż jego nieprzekrojony brat bliźniak. Stąd bistra, gdzie podawane są kanapki z bajglami, bądź dania z przekrojonym bajglem są uważane za bardziej eleganckie i prestiżowe, niż te gdzie bajgle podaje się w całości. Na koniec coś bardziej optymistycznego - w stanie Nowy Meksyk, każda osoba, która przekroczy 100 rok życia, jest objęta całkowitym zwolnieniem ze zobowiązań wobec fiskusa.
mckmalek
Nowy w branży
Nowy w branży icon
1
1
15-12-2015