Kiedy warto się rozdrobnić?

Marcin Iwuć

Marcin Iwuć

Artykuły (16)

Bloger finansowy. Specjalista od finansów osobistych

17-12-2016

Lata 50-te XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Kwitnie powojenny kapitalizm. Amerykański przemysł motoryzacyjny przeżywa swoje złote lata. Na drogach królują Plymouth’y, Chrysler’y, Pontiac’i. Panuje przekonanie, że większe znaczy lepsze, więc 8 cylindrowe silniki o pojemności kilku litrów nikogo nie dziwią. Ducha tamtych czasów doskonale oddaje Ford Nucleon z 1958r. Nie wyprodukowano ani jednego egzemplarza tego futurystycznego automobilu. Na szczęście, bo miał być on napędzany reaktorem atomowym!

Aż ciężko sobie wyobrazić, że właśnie w tamtych czasach, pośród pełnego rozmachu american dream, po raz pierwszy zaprezentowano The Austin Mini – małolitrażowy samochodzik o wymiarach 3 × 1,2 × 1,2 m. Ówczesny odszczepieniec okazał się najbardziej odporny na upływ czasu, a my do dziś możemy na drogach obserwować jego następców - Mini Coopery. Równie ciekawie potoczyły się losy pewnego młodzieńca z tamtej epoki.

Mały, ale wariat
W opisywanym okresie na świecie panowało przekonanie, że należy lokować jak największą część oszczędności w akcjach co najwyżej kilku spółek giełdowych, o których informacje możemy śledzić na bieżąco. Rozbijanie środków na dużą liczbę akcji uznawano za parodię polityki inwestycyjnej. Dlatego pracę naukową 25-letniego Henrego Markowitza traktującą o dywersyfikacji uznano za dziwactwo, szeroko skrytykowano, a młodemu naukowcowi odmówiono doktoratu. Prawie 40 lat później, w 1990 roku, właśnie za tę 14-stronicową magisterkę Markowitz otrzymuje nagrodę Nobla. Dziś każdy, kto choć raz zainwestował pieniądze, słyszał o tym, by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.

Proste jak budowa cepa...
Koncepcja dywersyfikacji podpowiada, by lokując oszczędności podzielić je pomiędzy różne typy inwestycji, powszechnie zwane klasami aktywów. Nie wszystkie inwestycje przynoszą zyski w tym samym czasie oraz inaczej reagują na wydarzenia w polityce i gospodarce. Pomyśl o tym na przykładzie dwóch konkurencyjnych sprzedawców – jeden oferuje płaszcze przeciwdeszczowe, drugi olejki do opalania. Ciężko wyobrazić sobie, by naraz mogli bić rekordy sprzedaży.
Dlaczego po prostu nie postawić na najlepiej rokującego konia? Ok, możesz mieć dobre pomysły i do tego sporo szczęścia, ale żaden inwestor nie ma kompletnej informacji i nie potrafi przewidywać przyszłości. Inwestując tylko w to, co ty uważasz za perspektywiczne, rezygnujesz z innych potencjalnych okazji. Ba, możesz wpaść w pułapkę myślenia stadnego, gdy będziesz wraz z innymi inwestorami unikać niepopularnych w danym momencie klas aktywów. Choć teraz niechciane i spisane na straty, to w którymś momencie mogą okazać się najbardziej zyskowną inwestycją. Z drugiej strony dywersyfikując swoje środki mniej odczujesz straty, gdy te dotkną twoich pieniędzy. A nie spada z konia tylko ten, kto na niego nie wsiada, więc pogódź się z faktem, że inwestując nie zawsze będziesz „do przodu”.

…ale diabeł tkwi w szczegółach.
Aby dywersyfikacja była skuteczna, klasy aktywów muszą być niedoskonale skorelowane. Teraz po polsku: jeśli ulokujesz swoje pieniądze w rzeczy, których cena zazwyczaj zmienia się jednocześnie w różnym tempie (cena A rośnie szybciej od ceny B), a najlepiej w różnym kierunku (cena A spada, kiedy cena B rośnie), to możesz dzięki temu znacząco ograniczyć ryzyko. Problem polega na tym, że czasem na rynkach finansowych trafia się paniczna wyprzedaż, kiedy inwestorzy pozbywają się wszystkiego, co uważają za ryzykowne. W rezultacie ceny większości klas aktywów nagle zaczynają podążać w tym samym kierunku - w dół. Formalnie mówiąc, korelacja rośnie, a korzystny efekt dywersyfikacji, przynajmniej przejściowo słabnie. Dlatego dywersyfikacja nie eliminuje całkowicie ryzyka straty, a jej skuteczność bywa różna. Nie należy jednak z niej rezygnować! Jeśli zastosujesz się do kilku zdroworozsądkowych zasad, twoje inwestycje będą przynajmniej pozbawione niepotrzebnego ryzyka.

Kwartet udanej dywersyfikacji

  1. Unikaj kupowania pojedynczych akcji, obligacji, a nawet funduszy
    Jak wspaniale nie brzmiałaby propozycja, jak kuszące nie wydawałyby się potencjalne zyski, unikaj inwestowania tylko w pojedynczy instrument finansowy. Równie dobrze mógłbyś wówczas rzucać monetą w kasynie. Zadbaj, by w twoim portfelu inwestycyjnym znalazło się przynajmniej kilka różnych produktów inwestycyjnych. Dobrze by każdy z nich był sam w sobie zdywersyfikowany – np. fundusz inwestycyjny , który zawiera kilkadziesiąt obligacji wyemitowanych przez różne kraje, czy spółki.

  2. Korzystaj z pełnej palety klas aktywów
    Świat nie kończy się na lokatach, obligacjach i akcjach. Nie zapominaj, że inwestycją mogą być również metale szlachetne (np. fizyczne złoto kupione w mennicy), nieruchomości czy rzeczy kolekcjonerskie (znaczki, monety, samochody, ). Im większa różnorodność form lokowania twoich oszczędności, tym lepiej zniosą one cokolwiek przyszłość ma dla nas przygotowane.

  3. Nie bój się lokowania pieniędzy w zagraniczne aktywa
    Pracując w Polsce, zarabiając w złotówkach i dodatkowo lokując oszczędności w krajowych inwestycjach jesteś w pełni zależny od lokalnej sytuacji gospodarczej i politycznej. Póki wszystko się kręci, jest dobrze. Ale w ekstremalnych dla naszego kraju sytuacjach może okazać się, że tracisz pracę, wartość twoich oszczędności leci na łeb na szyję, a gotówka w PLN jest nic nie warta za granicą. Dziś na rynku produktów finansowych możesz łatwo ulokować środki na zagranicznych rynkach i w innych walutach. Polskie akcje i obligacje to niespełna 1% dostępnych światowych instrumentów finansowych.

  4. Dywersyfikuj w czasie
    Rozkładaj zakupy inwestycji w czasie, dokonując zakupów regularnie. W ten sposób też dywersyfikujesz swój portfel inwestycyjny poprzez uśrednianie ceny zakupu. Raz trafisz na wyższe ceny, raz na niższe, ale jeśli będziesz konsekwentny, to unikniesz ryzyka przepłacenia za aktywo, w które inwestujesz.
Dywersyfikacja nie tylko ogranicza ryzyko portfela, ale często nas chroni przed nami samymi. Bardziej stabilny portfel pomaga utrzymać emocje na wodzy. A właśnie emocje – w tym strach lub euforia - są często powodem naszych najgorszych decyzji inwestycyjnych.

Zobacz wszystkie artykuły Marcina Iwucia z cyklu "Mój lepszy plan" >

 

Trener Finansowy

Marcin Iwuć jest specjalistą od finansów osobistych. Pokazuje jak podejmować lepsze decyzje finansowe i pomoże przygotować lepszy plan dla Twoich pieniędzy. Jeżeli chcesz zrealizować ten plan skorzystaj z pomocy Trenera Finansowego. To nowe narzędzie, które daje Ci ING Bank Śląski.

Trener Finansowy ING