Jak bycie miłym może szkodzić Twoim finansom?

Magdalena Luchowiec

Magdalena Luchowiec

Artykuły (10)

dziennikarz, ekspert przedsiębiorczości i ekonomii

25-08-2017

Rodzice i wychowawcy poświęcają mnóstwo pracy, by nauczyć młodych ludzi grzeczności, bycia pomocnym, sztuki ustępowania oraz tego wszystkiego, co łącznie określamy jako „bycie miłym”. Czasem jednak to, co jest bez wątpienia pożądaną cechą, może obrócić się przeciwko nam – a raczej naszemu portfelowi. Oto przykłady sytuacji, w których dążenie do bycia miłym dla otoczenia może przełożyć się na negatywny skutek finansowy.

„A może frytki do tego?”

Płacąc za zakupione produkty nieraz usłyszymy „nie chce Pani dobrać czegoś z biżuterii?” albo „polecam dołożyć do obiadu napój w promocyjnej cenie”. I choć doskonale zdajemy sobie sprawę, że takie pytanie nie wynika bynajmniej z wyjątkowej sympatii odczuwanej do nas przez sprzedawcę, to odmowa nie zawsze jest taka prosta. Zwłaszcza, kiedy osoba po drugiej stronie lady jest ujmująca, uśmiechnięta i do tego ładna. Podobny „zgrzyt” odczuwamy, kiedy obsługujący nas człowiek wyjątkowo się stara, ale oferowany towar nie do końca nas przekonuje. Wpajane od młodości zasady nakazują nam odwzajemniać pozytywne sygnały, a odpowiedź odmowna wcale do takich nie należy. Jeśli poddamy się wewnętrznemu nakazowi bycia miłym, efekt jest prosty; wydamy więcej pieniędzy niż pierwotnie zakładaliśmy albo kupimy coś, co nie do końca nas zadowala.

Trudna krytyka

Wyobraźmy sobie sytuację następującą: razem ze współpracownikami realizujesz projekt, za którego dobre wykonanie macie szansę otrzymać premię. Tymczasem koleżanka niedbale wykonuje swój przydział zadań, a kolega dostarcza wyjątkowo nieestetyczną grafikę. Wielu z nas może mieć trudności z otwartą krytyką czyjegoś wkładu, wykonanej pracy, zaangażowania. Nie chcemy urazić uczuć innych, sprawić im przykrości albo popaść w konflikt. Jeśli nie potrafimy przekazać komuś negatywnej oceny, odbije się to na efekcie końcowym wspólnej pracy, a dodatkowy zarobek może przejść koło nosa.

Nieodpłatne życzenia

Osoby pracujące z klientami dobrze wiedzą, jak ciężko czasem jest odmówić im dodatkowej usługi albo konsultacji. Zależy nam na budowaniu relacji, więc robimy dużo więcej, niż wynikałoby z naszych obowiązków. Mamy problem z zasygnalizowaniem, że owszem, możemy spełnić wszystkie życzenia, ale za dodatkową opłatą. Rezultat jest taki, że mamy dużo więcej pracy, a niekoniecznie więcej przychodu.

Jasne, że dołączę!

Masz wielu znajomych, z którymi lubisz spędzać czas. Jedni lubią wyjścia do drogich restauracji, inni kochają wypady na pole golfowe. I choć żadna z tych form spędzania wolnego czasu nie należy do Twoich ulubionych, to zagryzając zęby walczysz z pieczonym krabem albo próbujesz trafić w tę nieszczęsną piłeczkę. Praktykowanie drogich rozrywek głównie dla towarzystwa lub nieumiejętność odmówienia jest kiepskim zwyczajem. Nie tylko spędzamy czas w sposób, który nam nie sprawia radości, ale i niepotrzebnie drenujemy nasze portfele.

Ja stawiam!

Lubisz mieć gest i postawić przyjaciołom kolejkę w barze. Lubisz ich do tego stopnia, że nie oczekujesz rewanżu i to zawsze Twój rachunek za wieczór jest najwyższy. Albo też kelner obsługujący Cię w knajpie był gburowaty i przyniósł zimną zupę, ale nie chcesz wyjść na skąpca i zostawiasz mu zwyczajowe 10% napiwku. Posiadanie gestu jest zaletą, ale dobrze jest wyznaczać sobie rozsądne granice i czasem włączyć zdrowy rachunek ekonomiczny.

Nieopłacalna lojalność

Nie zmieniasz operatora komórkowego, choć konkurencja ma znacznie korzystniejszą ofertę. Nie przenosisz konta do innego banku, choć możesz otrzymać dużo lepsze warunki. Od lat ubezpiecza Cię ten sam ubezpieczyciel, choć jesteś niezadowolony z jego stawek oraz jakości obsługi klienta. Nie zmieniasz operatora, banku, ubezpieczyciela bo… głupio. Niekiedy odczuwamy nieuzasadnioną lojalność wobec usługodawców, konsultantów albo agentów. Przenosimy na nich te zachowania, które mają uzasadnienie w życiu prywatnym, a w biznesie mogą przynosić nam straty finansowe. Lojalni powinniśmy być raczej wobec naszego portfela, a nie zarabiających na nas instytucji.

A tata Bartka mu kupił

Jak trudno jest odmówić własnemu dziecku wiedzą tylko ci, którzy posiadają własne potomstwo. W końcu chcemy swoim pociechom przychylić nieba i dać im wszystko, czego zapragną. Wielu rodziców wychodzi z założenia, że „na dzieciach się nie oszczędza”. Spełnianie wszystkich dziecięcych zachcianek nie jest jednak dobrą praktyką nie tylko ze względów wychowawczych, ale i finansowych. Jeśli chcemy być dobrym ojcem lub matką, poświęcajmy pociechom przede wszystkim swój czas, bo to on jest bezcenny. Będzie to miało korzystny wpływ nie tylko na relacje rodzinne, ale i stan domowego budżetu.

Bycie miłym powinno się kończyć tam, gdzie zaczyna cierpieć nasza asertywność i własny, zdrowo rozumiany interes. Oczywiście, bądźmy dla naszego otoczenia uprzejmi, kulturalni i pomocni, ale nie zbyt wysokim kosztem w postaci czasu, zszarganych nerwów czy wreszcie znikających pieniędzy. Troszczmy się o ludzi naokoło, ale również o stan naszych finansów, ponieważ w tym zadaniu nikt nas  nie wyręczy.