Czy mariaż nauki z biznesem może być dochodowy? Sprawdź czy nauka i biznes idą w parze

Zespół ING

Zespół ING

Artykuły (204)

Inspirujemy i motywujemy w Społeczności ING

02-08-2017

Pieniądze można zarabiać na wiele sposobów. Jedni wykorzystują do tego celu własne predyspozycje - różne talenty sportowe lub artystyczne. Są też Ci dobrze zorganizowani, którzy umiejętnie zarządzają talentami innych. Czy duże pieniądze można zarobić też na zamiłowaniu do nauki? Na świecie i w Polsce istnieje wiele firm, które miały swój początek na uczelniach, a ich wynalazki okazały się komercyjnymi strzałami w dziesiątkę. Czy mariaż nauki z biznesem może być dochodowy?

Czy istnieje coś bardziej kojarzącego się z nauką niż podróże w kosmos? Gigantyczne rakiety, stacje kosmiczne i wielkie nadzieje związane z podbojem dalekich planet były jednak do tej pory domeną mocarstw. Liczne programy kosmiczne nie były tworzone wcale z misją zarabiania pieniędzy. Miały świadczyć o potędze jego zasobów intelektualnych i technologicznych. Wszystko to powoli się zmienia, a jedną z pierwszych (a przynajmniej najbardziej medialną) firmą, która szuka zysku w kosmosie jest Space X.

Firma stworzona przez ekscentrycznego biznesmena, Elona Muska, konstruuje silniki, rakiety oraz (wkrótce) statki służące do komercyjnych i naukowych lotów w kosmos. Space X chce wysyłać własne statki na obce planety i … wozić tam kosmicznych turystów. Trzeba przyznać, że pomysł jest wizjonerski, a Elon Musk jest człowiekiem o naprawdę wielkich ambicjach. Jego firma działa od 2002, a w ciągu tych kilkunastu lat stała się ważnym partnerem NASA. Już teraz regularnie wysyła ładunki z zaopatrzeniem dla międzynarodowej stacji kosmicznej, wyręczając w tym amerykańską agencję kosmiczną. Oczywiście nie za darmo. Firma tworzy też własne rakiety, a jej najbardziej ambitnym przedsięwzięciem ma być wysłanie załogowej misji na Marsa.

W jaki sposób prywatna firma, której nadrzędnym celem jest zysk, ma wyręczyć narodowe agencje posiadające wsparcie budżetu państwa? Pomysłem na biznes jest po prostu ograniczenie kosmicznie wysokich kosztów takich misji. To zadanie trudne, bo nie może się przecież odbyć kosztem bezpieczeństwa czy mniejszymi nakładami na zaplecze intelektualne. Jest wręcz przeciwnie - to inżynierzy mają opracować i stworzyć sposób na wysyłanie ludzi w kosmos tak, by było to opłacalne. Najlepszym sposobem na to jest stworzenie rakiet, które będzie można wykorzystać wiele razy. Do tej pory los takich pojazdów był smutny - nie istniała technologia umożliwiająca ich bezpieczne lądowanie. Wszystkie po wykonaniu swoich misji ulegały zniszczeniu. Space X osiągnął w tej dziedzinie sukces i dzięki swojej technologii firmie udało się już wielokrotnie wysłać rakietę w przestrzeń kosmiczną, a  następnie sprowadzić ją bezpiecznie na ziemię. Na razie bez załogi, ale to już tylko kwestia czasu.
Space X to jednak nie tylko bardzo ambitne plany podróży na Marsa, ale głównie współpraca z firmami telekomunikacyjnymi i NASA. Najczęściej chodzi o wznoszenie satelitów, dostarczanie zapasów na międzynarodową stację kosmiczną oraz usługi dla amerykańskiej armii. Jednak myli się ten, kto myśli, że Space X jest skazana na sukces. Firma w dużej mierze uzależniona jest od państwowych kontraktów i wydatków Stanów Zjednoczonych na program kosmiczny. Elon Musk swoje plany opiera też na bardzo optymistycznych prognozach, które nie zakładają poważnych “wpadek”. A te się zdarzają i tak w 2015 roku firma zanotowała stratę w wysokości 260 milionów dolarów. Powód? Awaria i wybuch rakiety wiozącej zaopatrzenie dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Space X jest niecodzienną firmą, która już zapewniła sobie miejsce w historii.
Na pewno słyszałeś już o grafenie? To niewyobrażalnie cienki, bo o grubości jednego atomu węgla, materiał, który może zrewolucjonizować technologię. O teoretycznym istnieniu takiego tworzywa spekulowano już od dawna, ale na stałe w nauce zagościł na początku XXI wieku. W 2010 roku para naukowców z uniwersytetu w Manchesterze otrzymała Nobla w ramach uznania za wieloletnie badania nad grafenem.

Według specjalistów grafen ma duże szanse by zrewolucjonizować technologię w wielu jej dziedzinach. Ten niezwykle cienki materiał jest wytrzymalszy niż stal, a przy tym bardzo rozciągliwy. Można go będzie stosować w autach, samolotach i kosmonautyce, ale to nie koniec. Dzięki swoim właściwościom chemicznym, może być też wykorzystywany do np. uzdatniania morskiej wody do picia. Doskonale przewodzi ciepło oraz elektryczność. Nic dziwnego, że uznano go za “super-materiał”. Jego upowszechnienie w zastosowaniu przyćmiłoby “karierę” krzemu. Dlaczego więc, mimo upływu lat, grafen wciąż nie wyszedł poza progi laboratoriów?
Przeszkodą są wysokie koszty produkcji grafenu i jego właściwości. Co ciekawe, jedną z najnowocześniejszych metod wytwarzania grafenu wynaleźli Polacy - naukowcy z Politechniki Łódzkiej. Swój sposób opatentowali, by móc produkować grafen w skali komercyjnej, stworzono firmę - Advanced Graphene Products. Tworzony przez nich grafen może być produkowany w dużych ilościach, w stosunkowo krótkim czasie, co umożliwia wytwarzanie go na przemysłową skalę. To jednak wciąż mało, dlatego prace nad efektywniejszymi sposobami produkcji wciąż trwają, nie tylko w Polsce.

Czas grafenu nadejdzie już wkrótce, to w zasadzie przesądzone. Dzięki badaniom nad jego właściwościami, do naszych domów trafią nowej jakości komputery i smartfony. Auta będą bezpieczniejsze, a samoloty będą szybciej latać. Wszystko w rękach naukowców oraz … przedsiębiorców, którzy będą odpowiedzialni za to, by produkty oparte o grafen wprowadzić na rynek. Bo to, że będziemy z nich korzystać jest niemalże pewne!
“Chcieliśmy latających samochód, a mamy 140 literowy limit znaków”. To ironiczne nawiązanie do Twittera i jego 140 znakowego limitu ograniczającego wielkość wpisu w tym portalu, jest mottem Founders Fund. Ten amerykański fundusz Venture Capital zwraca tym samym uwagę, że wśród pojawiających się na rynku startupów brakuje zarówno wizjonerstwa, jak i pomysłów rozwiązujących prawdziwe problemy. Z pewnością, nie mogą tego powiedzieć o startupie Peek.

Peek to aplikacja, która powstała z myślą o rozwiązaniu konkretnego problemu - dotarciu z opieką okulistyczną do niedostępnych regionów świata i do osób, które naprawdę tego potrzebują. Jej pomysłodawcą jest Andrew Bastawrous, brytyjski lekarz - okulista. W latach 2010-2012 przebywał w Kenii, gdzie badał pacjentów, którzy nie mieli na co dzień dostępu do lekarzy tej specjalizacji. W czasie pobytu w tym kraju odkrył dwie rzeczy: transportowanie niezbędnych narzędzi po bezdrożach słabo rozwiniętego kraju jest bardzo uciążliwe, a większości schorzeń okulistycznych łatwo wyleczyć, jeśli będą odpowiednio wcześnie zdiagnozowane. Nawet w słabo rozwiniętych krajach, gdzie brakuje dróg i lekarzy, infrastruktura teleinformatyczna jest na zaskakująco dobrym poziomie. Bastawrous postanowił więc stworzyć narzędzie diagnostyczne, które wykorzysta istniejącą technologię smartfonów na potrzeby badania wzroku w trudno dostępnych i biednych regionach świata.
Tak powstała aplikacja Peek, która jest tak naprawdę prostym narzędziem do badania wzroku. Pozwala wyświetlać testy na ekranie telefonu, dzięki którym lekarz będzie mógł zdiagnozować najpopularniejsze schorzenia. Medykowi wystarczy smartfon, bo samo badanie można przeprowadzić dosłownie wszędzie. Dodatkiem do aplikacji jest Peek Retina, czyli oftalmoskop - narzędzie do badania dna oka, specjalnie dostosowane do obsługi smartfona. Dzięki takiemu zestawowi narzędzi, lekarz jest w stanie zbadać ogromną ilość osób w bardzo krótkim czasie. Nawet po tak prostym badaniu, wykorzystującym tylko smartfona i oftalmoskop, można pacjentów leczyć lub skierować na bardziej specjalistyczne badanie.

Te trzy przykłady startupów, doskonale ilustrują jak wykorzystać naukę lub swoje pasje do zarabiania pieniędzy. Nie zawsze są to łatwe “związki”, ale z pewnością nie można im odmówić wizjonerstwa i prób zmierzenia się z realnymi problemami.

Źródła: https://en.wikipedia.org/wiki/SpaceX
https://en.wikipedia.org/wiki/Graphene
https://www.peekvision.org/

Fot. Fotolia