„A moja MAMA pracuje w banku!” - świętujemy Dzień Matki z mamami z ING Banku Śląskiego

„Mamy są niesamowite! Wszystko wiedzą, we wszystkim pomogą, nie lubią się gniewać i najlepiej znają się na kasie! Tej w skarbonce, w domowym budżecie i… w banku! O godzeniu obowiązków zawodowych z wychowywaniem dzieci, urokach pracy zdalnej i o rodzinnej edukacji finansowej rozmawiamy z mamami z ING Banku Śląskiego: Ewą Siarą-Sańpruch i Martą Bobowską-Michalik i Martą Mrowiec.

 

Czym zajmujecie się w ING Banku Śląskim? I – ważniejsze może dziś nawet pytanie – czy Wasze dzieci wiedzą już, gdzie pracujecie i na czym ta praca polega?

 

Ewa Siara-Sańpruch, mama 6-letniego Mirona, w ING Banku Śląskim analityk aplikacji: Zajmuję się naszym HR-owym programem SAP (SAP HR to system wspierający obszar kadrowo-płacowy - dopisek własny). Jak to wytłumaczyłam dziecku? Tak dokładnie to o tym jeszcze z Mironem nie rozmawialiśmy; a nawet jeszcze mnie o to nie pytał i chyba nie był tym w ogóle zainteresowany (śmiech). Wie jednak, że chodzę do pracy i że pracuję w banku. A nawet był na moim stanowisku, podczas ubiegłorocznego Dnia Dziecka w naszej centrali w Katowicach. Był pod wrażeniem siedziby głównej, ale niespecjalnie chciał przejść przez tuby i musiał skorzystać z bocznych drzwi (śmiech). (Ze względów bezpieczeństwa, by dostać się na wyższe kondygnacje budynku w Katowicach, trzeba przejść przez specjalne śluzy, popularnie zwane „tubami”, dopisek własny).

 

Marta Bobowska-Michalik, mama  7-letniej Lilianki i 10-letniego Tymoteusza, w ING Banku Śląskim starszy specjalista HR: Pracuję w obszarze HR w zespole Learnig&Development. Zajmuję się e-learningiem oraz innymi działaniami związanymi ze szkoleniami i rozwojem pracowników. Moje dzieci wiedzą, gdzie pracuję. W zeszłym roku były na imprezach, które ING Bank Śląski organizuje dla dzieci pracowników i miały okazję zobaczyć, jak wygląda bank od środka. Odwiedziły rożne biura i teraz ilekroć przejeżdżamy obok mojej pracy słyszę: „O! Tutaj, jest Twoja praca Mamo!" Jeśli chodzi o zakres mojej pracy, to jeszcze nie jest to dla nich ten moment, żeby było to dla nich jakoś szalenie interesujące.

 

Marta Mrowiec, mama 10-letniej Magdy, w ING Banku Śląskim zajmuje się m.in. komunikacją wewnętrzną w obszarze Centrum Obsługi Klientów: Nie mówię mojemu dziecku literalnie, czym się zajmuję, bo ona po prostu nie jest w stanie jeszcze tego zrozumieć. Gdy próbowałam to wytłumaczyć w stylu: „Mamusia się zajmuje komunikacją wewnętrzną”, no to zaraz było: „A co to jest komunikacja wewnętrzna?”. Wiec zmieniałam podejście i po prostu zaczęłam jej opowiadać o konkretnych zadaniach czy projektach, które robimy. O rzeczach, które mogłyby ją interesować. Na przykład przygotowywałam kiedyś szkolenie, do którego rysowaliśmy film ze „ścieżką klienta”: jak to wygląda, co ten klient robi, że idzie do bankomatu albo wpłatomatu, że wypłaca albo wpłaca pieniądze. Szkicowałam do tego obrazki, tego klienta właśnie. I moja córka zastanawiała się, dlaczego przynoszę do domu takie duże kartki i takie grube mazaki, które są dużo lepsze niż jej… Aż w końcu pojawiły się kluczowe pytania: „Mamo, ty tak w pracy naprawdę rysujesz?”, To w banku takie rzeczy się robi?”. (Śmiech). I pod tym właśnie kątem staram się jej opisywać moje obowiązki. Jak organizowałam akcję Ubrania do oddania, w której pracownicy ING Banku Śląskiego zebrali łącznie prawie 600 kilogramów ubrań! Pieniądze ze zbiórki trafiły do Fundacji Iskierka …..  i też sporo o tym z Magdą rozmawiałam: wyjaśniałam, na czym to polega, po co te ubrania, co się z tym dalej dzieje, czy ona ma jakieś swoje ubrania, które chciałaby przekazać itp. Myślę, że przez to, że opowiadam jej o takich fajnych rzeczach - rzeczach, które jej mogą się wydawać fajne - to kształtuje w niej pozytywnie spojrzenie na pracę w ogóle. Też była u nas kilka razy w siedzibie. Pokazywałam jej moje miejsce pracy, że pracuję przy komputerze. I odpowiadałam na pytania: A co Ty, Mamo, robisz na tym komputerze, tak tylko sobie piszesz?”. Moja córka ma 10 lat, a ja pracuję w banku już 13. Całe jej życie przynoszę jakieś historie z tego świata, coś pokazuje i o czymś opowiadam. Tłumaczę, co się w ogóle w banku robi i po co jest bank. Wskazuję na bankomaty czy nasze oddziały - mówię, do czego służą, co się tam załatwia, jak wyglądają płatności.

 

Czy macie jakiś szczególny patent na łączenie kariery zawodowej z wychowywaniem dzieci?

 

Marta Bobowska-Michalik: Moje dzieci są już na tyle duże, że w wielu kwestiach są samoobsługowe (śmiech).  Nieco łatwiej łączyć pracę z opieką nad samodzielnymi starszakami niż maluchami. Ale oczywiście nawet starsze dzieci nadal wymagają uwagi i zaangażowania.

 

Ewa Siara-Sańpruch: Cóż, pracuję na pełny etat i jakoś sobie radzę (śmiech). Wychowywanie Mirona dzielimy po partnersku z mężem, który zresztą też pracuje w banku i to znacznie dłużej ode mnie. Czas zawsze był dzielony po równo. Kiedy Miron choruje, to opieką nad nim zajmujemy się oboje i nigdy nie jest tak, że to tylko ja z nim wtedy zostaję. I to chyba właśnie w takich i podobnych codziennych rzeczach kryje się klucz do godzenia pracy z wychowywaniem dziecka.

 

Marta Mrowiec: Na szczęście nie miałam tutaj nigdy żadnych problemów. Jak pracowaliśmy w biurze, zawsze można było się z szefem,  z koleżankami i kolegami dogadać. Miłe jest to, że w wiele rzeczy można angażować dzieci. Zabieram ją na mnóstwo eventów, włączam w projekty, w które tylko mogę. Jak np. Biegnij Warszawo, gdzie razem ze mną nagrywała filmiki, czy charytatywny koncert walentynkowy. Chodzi na warsztaty, organizowany w banku Dzień Dziecka. Często, idąc ulicą, wyłapuje: O! Twój bank! W zeszłym roku, podczas strajku nauczycieli kiedy nie miałam z kim Magdy zostawić, mogłam przyjść z nią do pracy i zostawić ją pod opieką animatora. A nawet pozwolić jej siedzieć ze mną przy biurku! Gdy jest jakieś ważne w życiu dziecka wydarzenie - akademia, występ czy inna uroczystość - nie ma problemu, żeby wyskoczyć z pracy na kilka godzin. Zawsze mogę skorzystać z "godziny dla rodziny", które mamy w firmie. Bo nie zawsze potrzebujemy przecież całego dnia.

 

Marta Bobowska-Michalik: Na szczęśliwie moi przełożeni poszli mi na rękę i miałam możliwość takiego ułożenia swojego planu dnia, żeby zaczynać wcześnie i kończyć pracę o 15:00. Dzięki temu łatwiej zorganizować dzień i podzielić się zadaniami - rano mąż odwozi dzieci do szkoły i przedszkola, a ja jestem w stanie dotrzeć do domu na tyle wcześnie, żeby odebrać córkę i sprawdzić zadania synowi. Chociaż przyznaję, nie cierpię wcześnie wstawać (śmiech).

 

No właśnie – mówicie: „Kiedy pracowaliśmy w biurze …”. A jak wygląda godzenie pracy i opieki w czasie pandemii, czyli w trybie home office?

 

Ewa Siara-Sańpruch: Mąż i ja na pewno jeszcze do końca miesiąca będziemy pracować zdalnie. Największą trudnością jest chyba to, że przez te 8 godzin, gdy pracujemy, dziecko niespecjalnie ma co robić. Ale tutaj należy się też wielki ukłon w stronę ING Banku Śląskiego. Bank zorganizował dla dzieci pracowników specjalne zajęcia on-line z animatorami. Miron brał udział w paru takich zajęciach, co było dla nas pewnym odciążeniem. Syn część czasu spędza w swoim pokoju, bawiąc się, ale częściej jednak przebywa razem z nami, oglądając bajki czy słuchając audiobooków. Jednak nawet kiedy wszyscy jesteśmy razem, w jednym pokoju, dalej jesteśmy w stanie nawet prowadzić calle. Oczywiście czasami trzeba powiedzieć: „Przepraszam na moment, ale muszę pomóc dziecku przez chwilę.” Jednak ani razu nie spotkałam się z tego powodu z jakimś niezrozumieniem. Dla wszystkich to jest naturalne, że w tle słychać dziecko, szczekającego psa, że trzeba na moment odejść od komputera, bo właśnie przyjechał kurier itp. Wszyscy jesteśmy w domu i każdego takie sytuacje dotyczą, dlatego nikt nie robi z tego problemu.

 

Marta Bobowska-Michalik: Okres ciągłej pracy w domu na pewno jest wyzwaniem. Początki nie były trudne, bo mąż mógł przez pewien czas korzystać z opieki nad córką, więc w godzinach pracy mogłam zamknąć się w pokoju i koncentrować na swoim obowiązkach. Dwa tygodnie temu wrócił jednak do pracy... no i zaczęły się schody (śmiech). Syn ma przynajmniej częściowo zorganizowany czas - zdalne lekcje, zadania i tylko od czasu do czasu potrzebuje o coś dopyutać, ale córka, która jest teraz w zerówce, bywa mocno angażująca (śmiech). Trudno zresztą od dziecka w tym wieku oczekiwać, żeby samo zorganizowało sobie zajęcia przez kilka godzin dziennie, zwłaszcza jeśli nie chcemy, by cały dzień oglądało bajki albo grało w Minecrafta. A jeśli chodzi o wchodzenie dzieci na wizję podczas spotkań, to już chyba standard  - nowa rzeczywistość, do której wszyscy się przyzwyczailiśmy. I też nigdy nie spotkałam się z jakąś negatywną reakcją czy zniecierpliwieniem rozmóców.

 

Marta Mrowiec: Magda nie jest już taka mała i wiele rzeczy jest w stanie zrozumieć, ale oczywiście bywa zabawnie, bo dzieci są spontaniczne i czasami się zapominają. I tak, jak mówicie, to są uniwersalne doświadczenia. Mam jakieś ważne „tele” a ona zaczyna śpiewać. A potem nagle się reflektuje i z wielkimi oczami woła: „Przepraszam, Przepraszam!”. (Śmiech).

 

A jak wygląda edukacja finansowa, kiedy mama pracuje w banku? Czy Wasze dzieci lepiej orientują się w finansach od rówieśników?

 

Ewa Siara-Sańpruch: Edukacja finansowa w naszym domu pojawia się jednak przede wszystkim za sprawą mojego męża . Może dlatego, że ja jednak pracuję w Pionie IT, a on bardziej w sprawach finansowych. Więc nawet tak trudne określenia jak „dywersyfikacja oszczędności” jakoś do naszego rodzinnego świata przenikają. Ale tak: Miron ma skarbonkę i nie wydaje z niej od razu wszystkiego, tylko trzyma, bo - jak sam mi ostatnio powiedział - to ważne, żeby mieć zapas pieniędzy na rzeczy (śmiech). Oszczędzanie, co nas cieszy, wydaje się dla niego naprawdę ważne, więc w późniejszym czasie na pewno pomyślimy dla niego o jakimś koncie dla młodych. Na razie jest na to jeszcze trochę za mały.

 

Marta Bobowska-Michalik: Moje dzieci mają założone konta oszczędnościowe i muszę przyznać, że jest to pomysł wzięty wprost z pracy, bo to właśnie w ING dowiedziałam się o tym produkcie dla dzieci. Wiedzą, że mają takie konta, wiedzą, do czego one służą - że są tam pieniądze, które kiedyś będą dla nich, ale które na razie trzeba odkładać. Syn zaczął nawet dopytywać, jak duże są już te jego oszczędności. Dwa lata temu w ramach Dobrego Pomysłu, czyli, wolontariatu organizowanego przez Fundację ING Dzieciom, prowadziłam razem z koleżankami z mojej jednostki zajęcia z edukacji finansowej dla dzieciaków z pierwszych klas szkoły podstawowej.  Na mojego syna trochę tej wiedzy przy okazji spłynęło (śmiech). Mówiłyśmy m.in., na czym polega planowanie wydatków, jak wybierać produkty w sklepach i porównywać ceny. Zajęcia zostały bardzo dobrze odebrane zarówno przez dzieci, jak i nauczycieli. Słyszałam później od nauczycielek, że rodzice dopytywali, co to były za zajęcia, bo dzieci bardzo się nimi entuzjazmowały.

 

Marta Mrowiec: Moja córka już w wieku 8 lat powiedziała mi kategorycznie, że nie chce mieć świnki skarbonki, tylko konto w banku. „Chcę mieć konto! Dlaczego nie mogę płacić telefonem, jak mama, po co mi takie pieniążek w papierku, jak nie mogę sobie kupić VIP'a do gry”. I jak tylko weszła oferta karty przedpłaconej dla dziecka poniżej 10 roku życia – i powiedziałam córce, że coś takiego jest i jak to działa – to po prostu od razu musiałam jej zamówić kartę. Nie wiem, czy nie byłam pierwszą klientką tego produktu w ogóle(śmiech). A raczej ona! Ta radość, kiedy ta wyczekana karta do nas przyszła: taka pomarańczowa, z jej imieniem i nazwiskiem! Później razem ustalałyśmy  jak to będzie wyglądało, jak te płatności będą działały, jak te pieniądze się "umieszcza” na karcie”. Gdybym miała meblościankę, to ta jej karta pewnie stałaby teraz wyeksponowana za szybą (śmiech). Teraz musimy już poczekać do 13 urodzin, aż będę mogła jej założyć konto. Bardzo mi się podobało, że moja córka mogła wziąć udział w organizowanym u nas w banku warsztacie edukacji finansowej. Fajnie rozjaśniło jej to sytuację, np. kwestii oszczędzania. Dlaczego trzeba oszczędności mieć, dlaczego nie warto wszystkiego wydawać od razu. Muszę przyznać, że moje dziecko potrafi oszczędzać, zaplanować większy cel oszczędnościowy i nie wydawać całych pieniędzy.

 

Marta Bobowska-Michalik: No właśnie. Domowe wprowadzania do oszczędzania to u nas także kieszonkowe. W tym przypadku posłużyłam się radami eksperta.  Idea, która do mnie przemówiła, to dawanie dzieciom cotygodniowego kieszonkowego w takiej kwocie, ile mają lat. 7-latkom 7 złotych, 8 latkom 8… i tak dalej przez kilka pierwszych lat. Wiadomo, że w przypadku nastolatków ta metoda już się może nie sprawdzić. Ale u takich młodszych dzieciaków działa naprawdę dobrze. Ważne są jasno określone zasady: kieszonkowe nie jest dawane za coś, ale dlatego, że tak się umówiliśmy. Określiliśmy, w jakich warunkach może zostać wstrzymane, oraz że dziecko - oczywiście w ramach zdrowego rozsądku - może je wydać na co chce. Nawet jeśli uważamy, że wydanie pieniędzy na kolejna gazetkę, słodycze czy naklejki nie jest dobrym pomysłem, pozwalamy na to, bo w ten sposób dziecko uczy się, jak planować wydatki, na co warto wydawać, a na co nie.

 

A czy Dzień Matki to dla Was ważne święto, które obchodzicie jakoś szczególnie?

 

Marta Mrowiec: Jestem w takiej komfortowej sytuacji, że i jestem mamą, i mam mamę, dlatego to jest zdecydowanie mój ulubiony dzień w roku. A samo bycie mamą to  moja ulubiona rola, jaką pełnię w życiu. Akurat mam urlop w tym tygodniu, więc to będzie cały tydzień dla mnie i mojej córki (śmiech).

 

Marta Bobowska-Michalik: W tym roku dzieci mają trudniej, bo zazwyczaj swój udział w uprzyjemnianiu Dnia Matki mają szkoła i przedszkole - laurki, przedstawienia, wierszyki. Teraz muszą same coś wymyślić, ale pewnie przy wsparciu taty szykują jakąś niespodziankę.

 

Ewa Siara-Sańpruch: Przedszkole Mirona prowadzi w tym dniu zajęcia na platformie Zoom pt.: „Moja mama”. Spodziewam się więc wykonania przez niego jakiejś laurki-niespodzianki.

 

Godzenie obowiązków zawodowych z wychowywaniem dzieci, edukacją finansową przy wszystkich urokach pracy zdalnej z pewnością stanowi wyzwanie. Mamom życzymy siły i wytrwałości, a rodziców zachęcamy do specjalnej sekcji, gdzie podpowiadamy jak stawiać pierwsze kroki w edukacji finansowej dzieci. Więcej tutaj>

 

 

Na zdjęciu od lewej z dziećmi: Marta Bobowska-Michalik, Marta Mrowiec, Ewa Siara-Sańpruch

Komentarze